„Jesteś mistrzynią! Robisz wspaniałą atmosferę, wszystko jest na luzie, a jednocześnie czułam się jak modelka. To bardzo poprawia pewność siebie. I to ogromna przyjemność móc Ci pozować.”

To jedna z wiadomości, które otrzymałam po sesji.

Za każdym razem, kiedy czytam podobne słowa, uśmiecham się. Nie dlatego, że są skierowane do mnie. Dlatego, że przypominają mi, czym naprawdę jest fotografia i dlaczego od wielu lat wierzę, że nigdy nie była dla mnie wyłącznie usługą.

Na sesję przychodzisz po zdjęcia. Wychodzisz z czymś znacznie więcej.

Kiedy po raz pierwszy decydujesz się na sesję kobiecą w studiu, najczęściej towarzyszy Ci ekscytacja, ale również odrobina niepewności. Zastanawiasz się, czy będziesz umiała pozować, czy dobrze wyjdziesz na zdjęciach i czy rzeczywiście uda się pokazać Ciebie taką, jaką chciałabyś siebie zobaczyć.

To zupełnie naturalne. Wiele kobiet wyobraża sobie sesję jako dwie godziny spędzone przed obiektywem, zakończone galerią pięknych fotografii. Myślą o efekcie końcowym, bo właśnie z tym najczęściej kojarzy się praca fotografa.

Z mojego doświadczenia wynika jednak, że zdjęcia są tylko częścią tego, z czym kobiety wychodzą z mojego studia.

Wszystko zaczyna się dużo wcześniej niż pierwsze zdjęcie.

W poprzednim wpisie opowiadałam, że nie wyciągam aparatu od razu po wejściu do studia. Zaczynamy od rozmowy, wspólnie oglądamy przygotowane ubrania, zastanawiamy się nad stylizacjami, pijemy herbatę albo kawę i po prostu poznajemy się.

Robię to dlatego, że zanim poproszę Cię o pierwszy gest czy spojrzenie w obiektyw, chcę, abyś poczuła się bezpiecznie.

Nie interesuje mnie stworzenie idealnego kadru za wszelką cenę.

Znacznie bardziej zależy mi na tym, żebyś mogła odłożyć na bok myśl, że musisz wypaść dobrze, i po prostu być sobą.

Dopiero wtedy zaczynam fotografować.

Jest taki moment, który lubię najbardziej.

Jest taki moment podczas niemal każdej sesji, na który zawsze czekam. Nie potrafię powiedzieć, kiedy dokładnie się pojawi, bo każda kobieta potrzebuje innego czasu, ale wiem, że prędzej czy później nadejdzie.

Dla mnie zaczyna się on dużo wcześniej, niż mogłoby się wydawać. Często już po kilku minutach rozmowy widzę w kobiecie spokój, delikatność, siłę albo subtelność, których ona sama jeszcze w sobie nie dostrzega. To nie jest coś, co pojawia się dopiero na zdjęciach. To po prostu jest. Moją rolą jest pomóc jej to zobaczyć.

Najczęściej dzieje się to wtedy, kiedy wspólnie oglądamy pierwsze fotografie na ekranie aparatu. Rozmawiamy o tym, co widzimy, zwracam uwagę na spojrzenie, uśmiech, sposób, w jaki pracuje światło albo na cechę, którą od początku uznałam za wyjątkową. Bardzo często właśnie wtedy widzę zaskoczenie. Kobieta patrzy na siebie i po raz pierwszy od dawna zaczyna dostrzegać to, co dla mnie było oczywiste od chwili, gdy przekroczyła próg studia.

Od tego momentu wszystko staje się prostsze. Znika potrzeba ciągłego kontrolowania siebie, a na jej miejscu pojawia się coraz większa swoboda. Zdjęcia przestają być celem samym w sobie, bo najważniejsze staje się doświadczenie bycia zauważoną i przyjętą dokładnie taką, jaką się jest.

Na sesji nie tworzę piękna. Ono już istnieje.

Po każdej sesji zostają ze mną nie tylko fotografie, ale również słowa, które słyszę od kobiet opuszczających moje studio.

„Nie wiedziałam, że jestem tak ładna.”

„Czuję się uskrzydlona.”

„Patrzę na siebie zupełnie inaczej.”

Za każdym razem odbieram je z ogromną pokorą, ponieważ nie mam poczucia, że to ja sprawiłam, iż wydarzyło się coś niezwykłego. Wierzę raczej, że fotografia potrafi zatrzymać kobietę na chwilę i pozwolić jej spojrzeć na siebie z większą czułością, niż robi to każdego dnia.

Nie tworzę piękna. Ono nie pojawia się dopiero wtedy, kiedy naciskam spust migawki. Jest obecne od samego początku, chociaż bardzo często pozostaje ukryte pod codziennością, zmęczeniem, nadmiarem obowiązków i zbyt surowym spojrzeniem na samą siebie. Moją rolą jest stworzyć przestrzeń, w której kobieta będzie mogła je w sobie dostrzec, a kiedy to się wydarzy, zdjęcia stają się już tylko pięknym świadectwem tej chwili.

Zdjęcia zatrzymują nie tylko Twój wygląd.

Kiedy sesja kobieca w studiu dobiega końca, fotografie stają się czymś więcej niż zbiorem dobrze skomponowanych kadrów. Za każdym razem, kiedy wracasz do nich po kilku miesiącach albo kilku latach, przypominają nie tylko to, jak wyglądałaś, ale przede wszystkim to, jak czułaś się tamtego dnia.

Wraca spokój, który pojawił się z czasem podczas naszego spotkania, rozmowy prowadzone pomiędzy kolejnymi zdjęciami i moment, w którym po raz pierwszy spojrzałaś na siebie z większą życzliwością. To właśnie dlatego uważam, że największą wartością fotografii nie jest sam obraz, ale możliwość powrotu do doświadczenia, którego nie jest w stanie odebrać Ci nikt.

Zdjęcia nie zatrzymują wyłącznie wyglądu. Zatrzymują emocje, sposób patrzenia na siebie i chwilę, w której być może po raz pierwszy od dawna pomyślałaś o sobie z czułością. I właśnie dlatego fotografia jest dla mnie czymś znacznie więcej niż usługą. Jest doświadczeniem, do którego można wracać przez wiele lat.


Czy to dobry moment na Twoją sesję?

Jeżeli podczas czytania tego tekstu pomyślałaś choć przez chwilę: „Chciałabym kiedyś przeżyć coś takiego”, być może właśnie teraz jest dobry moment, aby zrobić ten pierwszy krok.

Zapraszam Cię do mojego kameralnego studia na Dolnym Mokotowie. Z przyjemnością stworzę dla Ciebie przestrzeń, w której nie będziesz musiała niczego udawać ani nikomu niczego udowadniać. Wystarczy, że przyjdziesz taka, jaka jesteś.

zobacz ofertę sesji kobiecej

Sesja kobieca w studiu

Znajdziesz mnie też tutaj

Facebook & Instagram & Pinterest